wtorek, 7 lipca 2015

Przepraszam~! (znowu...)

No, hejka!
Jak widać to nie jest ani zwykły post ani też nowy rozdział. Przykro mi, ale nic nie dodałam, bo miałam totalnie zawalony dzień! Praktycznie nie było mnie dziś w domu i nie miałam jak coś do Was naskrobać. Ogółem żeby nie burzyć mojego porządku dodawania notatek za tydzień już na pewno coś się pojawi. Obiecuję!
Tak, więc żegnam się z Wami i życzę dobrej nocy!
Lony <3

wtorek, 30 czerwca 2015

Niezauważeni- rozdział 2

Cześć!
Przepraszam (znowu...), że ponownie dodaję notkę nie w terminie, ale w tamtym tygodniu był Dzień Ojca, a ja nie chciałam psuć swojego porządku dodawania notek. Uznałam, że jeśli chcę utrzymać tego bloga żywego przez najbliższy rok to muszę trzymać się mocno swoich zasad. Ogółem dodaję teraz nowy chapter opowiadania, ale pomyślałam też o tym by dodawać go tak co dwa tygodnie, a w odstępach pisać zwykłe posty- tak dla urozmaicenia ;) Mam nadzieję, że ten rozdział się spodoba!
Enjoy~!
_________________________________________________________________________________

 Susan biegła ile sił w nogach z myślą ,,A może uda mi się zdążyć na ten ostatni!" i niegasnącą nadzieją w te słowa. Wreszcie! Widać już przystanek.Brakowało jej tylko jakiś piętnastu metrów, a autobus już przyjechał. Dziewczyna przyspieszyła. Jeszcze te kilka metrów! Stróżka potu zaczęła spływać jej po plecach, a mięśnie zaczęły odmawiać współpracy. Chcąc nie chcą, musiała zwolnić. Cholera! Już odjeżdża! Susan przez sekundę rozważała czy by nie zacząć krzyczeć, ale to sprowadziło by na nią niepotrzebną uwagę przechodniów. Przystanęła wreszcie i ciężko dysząc spoglądała na tył żółtego autobusu, który oddalał się od niej z każdą chwilą. Gdy już zniknął na zakręcie blondynka z ciężkim westchnieniem wyciągnęła telefon. Postanowiła, że zadzwoni do ojca i powiadomi go o tym, że znów zastanie w domu. Na pewno się nie ucieszy z tego powodu. Już wybierała jego numer w spisie, gdy nagle usłyszała za sobą charakterystyczny warkot silnika. Błyskawicznie odwróciła się na pięcie i ujrzała srebrzystego chevroleta. Kierowca auta powoli opuścił szybę i oczom Susan ukazał się uśmiechnięty Jerry Greenholm. Ciemna grzywka delikatnie opadła na szmaragdowe oczy. Jasna karnacja była pozbawiona jakiejkolwiek skazy, a szeroki uśmiech ukazywał proste i białe zęby. Susan przełknęła ślinę i zdjać sobie sprawę, że bezczelnie się na niego gapi, odwróciła wzrok. 
- Na co czekasz? Wsiadaj!- blondynka aż podskoczyła na dźwięk jego aksamitnego głosu. Na miękkich nogach podeszła do drzwi od strony kierowcy i otworzywszy je, wsiadła do auta. Zapięła pas i wpiła się oparcie siedzenia. Zapadło między nimi  dość kłopotliwe milczenie w tle muzyki z radia. Nawet utwór My surrender nie zdołał ocieplić atmosfery. Jerry dyskretnie przyglądał się zamyślonej twarzy Susan, która wpatrzona w okno biła się z myślą co powiedzą jej znajomi na wieść, że sam Jerry Greenholm- nieoficjalny bóg liceum do którego chodziła-podwoził ją do szkoły. Gdziekolwiek się pojawiał wywoływał sensacje. Krążyły pogłoski, że dorabiał sobie jako model, choć tak naprawdę nie musiał- jego rodzina była tak chorobliwie bogata, że stać ją była na kupienie połowy miasta. Susan nigdy otwarcie nie przyznałaby się do tego, ale Jerry jest dla niej chłopakiem, który musi radzić sobie z problemami swoich rodziców, którzy postanowili się rozejść. Lubiła go na swój sposób. Nie był chamski, napastliwy czy też pozersko wyluzowany. Był... Jerrym Greenholmem- chłopakiem z dość bogatej dzielnicy i jej sąsiadem. Ciekawe czy on również ma podobne zdanie o mnie- pomyślała blondwłosa. 
      ~*~

Emilly Stage siedziała na fotelu obok kierowcy z miną wyrażającą cały gniew jaki może zebrać się w szesnastolatce. Natomiast Beth patrząc z uwagą na drogę, nuciła pod nosem jakąś wesołą melodię z reklam. Rudowłosa spoglądała na nią krzywo. Gdy wreszcie dojechały do szkoły, Emilly wyskoczyła z auta jakby ten miał zaraz stanąć w płomieniach. Prawie biegnąc  dotarła do drzwi wejściowych i otworzyła je z impetem, prawie przewracając Nathana Strike'a. Ten cofnął się o krok i prychnął:
- Uważaj! Pognieciesz mi koszulę!
- Och, przykro mi Nat!- zawołała ironicznie Emilly. 
- Nathan.- poprawił ją natychmiastowo chłopak.- Dobrze wiesz jak nienawidzę zdrobnień.
Rudowłosa przewróciła teatralnie oczami i mruknęła coś pod nosem. Szatyn ponownie prychnął i, po dłuższej chwili, wspaniałomyślnie podał jej swoje ramię, które ona przyjęła z nadąsaną miną. Nathan przywołał na swoją twarz uśmiech godny arystokraty i dostojnym krokiem skierował się do szafek, które dziewnym "zbiegiem okoliczności" mieli obok siebie. Chłopak z miną filozofa wprowadził szyfr do zamka i otwierając ją rzucił:
- Z tego co słyszałem to miałaś dziś nie przychodzić na lekcje. Stało się coś?
- Nnic...- spuściła wzrok.- A ty też miałeś nie przychodzić na lekcje!-zaatakowała go.- Stało się coś?
Nathan poczerwieniał na twarzy i warknął:
- Również nic.- po tych słowach zamknął swoją szafkę z głośnym trzaskiem i na odchodnym rzucił.- Zobaczymy się w stołówce. 
   ~*~
Kevin wysiadł ze swojego starego przedpotopowego opla i zatrzasnął ze złością drzwi. Poprawił torbę na ramieniu i olimpijskim sprintem przebiegł całą długość parkingu do szkoły. Po drodze zauważył samochód pani Ray-Weasly- jadowicie zieloną Toyotę Supra. "Ci nauczyciele to mają dobrze."- pomyślał z goryczą blondyn.      
~*~
 - Vanessa, szybko! Nie ociagaj się!
- Chwilkę! Muszę złapać oddech!- wysapała mocno czerwona na twarzy siostra.- Wiesz...że...że... nie mam...kondycji...
- Chodź i nie marudź!
-Idę, idę...- jęknęła płaczliwie.
~*~
- Warkot silnika starego merca rozległ się na szkolnym parkingu. Klnąc pod nosem Joe zaparkował w najgorszym możliwym miejscu- koło kontenera. Mieścił się on na samym końcu placu i był zarezerwowany tylko dla spóźnialskich. Nikt z własnej woli nie postawiły by tam nawet roweru, a co dopiero auta. Tomson przeczuwając nadchodzące niebezpieczeństwo w postaci mocno wkurwionego przyjaciela, czym prędzej wysiadł z samochodu i pobiegł do szkoły. Było już grubo po dzwonku. 

~*~
Kruczowłosa apatycznym wzrokiem powiodła po opustoszałym korytarzu szkolnym. Ani żywej duszy. Wprost idealnie. Czy nie mogłoby być już tak zawsze? Bez tych belferów. Bez tych głupich loli w postaci cheerlederek. Bez opóźnionym umysłowo dresów i nadzwyczaj inteligentnych do bólu nerdów. Lilith przymknęła powieki i odetchnęła głęboko przez nos. Nigdzie jej się nie spieszyło. Zawsze mogła pójść na następną lekcję albo też na trzecią, czwartą lub w ogóle zwiać ze szkoły i iść sobie na miasto. To było takie kuszące. Jednak pozostawał pewien problem. Problem w postaci Milliam. Przyjaciółka obrała sobie za cel by  za wszelką cenę Lilith zintegrowała się z resztą społeczeństwa. Jedyne co chciała od niej to dobra frekwencja, niezłe oceny i czystą kartotekę- w sensie bez żadnych uwag i tym podobnych. Te trzy rzeczy jak zawsze były dla Lili dość sporym ciężarem. Przeszkadzały jak kula u nogi. Mimo to dziewczyna ze wszystkich siła stara się podporządkować. Jednak dziś może pozwolić sobie na małe odstępstwo. Czego oczy Mili nie widzą to jej sercu nie żal, nie?



wtorek, 16 czerwca 2015

Niezauważeni- rozdział 1

Cześć, kochani!
Wybaczcie mi proszę, że nie napisałam nic w zeszłym tygodniu, ale powstały pewne drobne komplikacje i nie dałam rady. Jednak już jestem i postanowiłam wstawić pierwszy rozdział pewnego opowiadania, które piszę już od jakiegoś czasu i czuję, że muszę je opublikować. Z góry uprzedzam, że nie jest to jakiś fenomen czy też arcydzieło, ale powinno wyjść jakoś tak ,,jadalnie".
Jeszcze w kilku zdaniach streszczę Wam fabułę, bo po pierwszym rozdziale będzie dość trudno się zorientować o co chodzi, bo tak naprawdę to będzie coś na podstawie jakby takiego przedstawienia postaci i krótkiego rozpoczęcia tej opowieści.
Poznajemy właśnie... raz, dwa, trzy, cztery... no, piętnastu bohaterów + sześć pobocznych. Są to nastolatkowie, którzy uczęszczają do tego samego liceum w... jeszcze nie wiem jakie to będzie miasto, ale pracuję nad tym. Ogółem postacie nie będą miały ze sobą nic wspólnego, lecz razem z rozwijającą się historią ich losy, w dość specyficzny sposób, się przeplotą. No, powstaną nowe przyjaźnie, stare się rozpadną, jakieś romanse, zdrady, zauroczenia i tego typu rzeczy. Wiem, że to może brzmieć jak jakaś kiepska historia miłosna, ale moim zdaniem tak nie jest. Będzie tam... uwaga, uwaga!... szczypta magii! Będą jakieś istoty nadnaturalne, umiejętności o których nasi poszczególni bohaterowie dowiedzą się po pewnym czasie i oczywiście walka ze złem czy czymś tam... Jak już zdążyłam wspomnieć całość jest jeszcze w fazie ,,beta" i panuje tam ogólny chaos.
Nie wiem czy Wam się to spodoba, było by miło, gdy był jakiś odzew w komentarzach, ale nie narzekam! Tak, więc zapraszam do lektury! ;)
Enyoj~!!!
_________________________________________________________________________________


 Cholera, cholera.... A żeby to!- po całym piętrze kamienicy rozległa się "pieśń" pełna siarczystych przekleństw. Co niektórzy mieszkańcy, wychodzący akurat ze swoich cichych mieszkań, odwracali głowy w stronę niskiej blondynki siłującej się z zamkiem w drzwiach. Był to dość zabawny widok , ponieważ owa dziewczyna podskakiwała przy tej czynności gorączkowo spoglądając na zegarek. Wreszcie można było usłyszeć ciche, metaliczne "klik" i dziewczyna, ledwo wyjąwszy klucz z zamka pognała schodami w dół, cały czas przeklinając pod nosem.
~*~
 Jerry Greenholm, znów spoglądając przez okno, ujrzał biegnącą, na złamanie karku, Susan Gravel. Miała na sobie czarną bluzkę, czarne spodnie, czarne baleriny i na głowie czerwoną opaskę, bo czarna niedawno jej się połamała. Do tego, białą, dużą torbę na ramieniu, która rytmicznie obijała jej się o zgrabne nogi. Chłopak westchnął i wziąwszy kluczyki do auta, wyszedł z domu.
 ~*~
- Panienko Emilly, proszę się obudzić.- odezwał się stanowczy głos tuż nad uchem rudowłosej dziewczyny o oliwkowej karnacji. Emilly jęknęła  tylko i mocniej otuliła się kołdrą.
- Panienko!- obruszyła się kobieta. 
- Idź sobie Beth! Nie mam ochoty nigdzie iść!-warknęła spod kołdry rudowłosa i ostatecznie odwróciła się do niej plecami. Bethany wzięła głęboki oddech i chwyciwszy mocno brzeg kołdry, szarpnęła zrzucając przy tym zaskoczoną dziewczynę. Ta zerwała się na równe nogi i wrzasnęła:
- Beth, jak mogłaś! Zostajesz natychmiastowo zwolniona!
- Wybacz mi panienko, ale tylko twój ojciec może mnie oddelegować.- odparła "grzecznie" Bethany. 
- Wystarczy, że na ciebie poskarżę, a on natychmiast się zwolni!- powiedziała nonszalancko rudowłosa.- Radzę ci już pakować manatki, bo do wieczora cię już ty nie będzie. 
- O tym zadecyduje pan Stage. Do tego czasu muszę wypełniać powierzone mi obowiązku, więc to JA radzę panience szykować się do szkoły. Za trzydzieści minut na parkingu. - powiedziawszy to, pokojówka odwróciła się na pięcie i wyszła, zamykając za sobą drzwi. 
- Pół godziny?!- zawołała Emilly.- Nawet nie zdążę wybrać co mam na siebie założyć!
Rozzłoszczona chwyciła swoją komórkę i napisała do Anny-Karin, że idzie jednak do szkoły. Następnie podeszła do lustra wiszącego na drzwiach i ostrożnie uniosła swoją rudą grzywkę. Wrzasnęła coś niezrozumiałego i z furią wymieszaną z dogłębną rozpaczą udała się do łazienki. 
 ~*~
 -Kew, zamorduję cię!- blondwłosa czternastolatka wpadła do pokoju brata groźnie wymachując rękami. W jednej trzymała szczotkę do włosów. Dopadła do wpółprzytomnego brata i wskoczyła mu na brzuch, wymachując mu ową szczotką tuż przed twarzą. 
- Au! Tiff, Tiff! Przestań! Uspokój się do jasnej...- zawołał Kevin próbując zrzucić młodszą siostrę z siebie. Jednak tak doświadczona w starciach siostrzano-braterskich nie dała się tak łatwo. Mimo najszczerszych chęci została pokonana. Mocno obrażona rzuciła jakieś niecenzurowane słowo i wyszła. Kevin już miał ponownie powalić się na posłanie, gdy jego wzrok zahaczył o budzik stojący na szafce nocnej. Cholera! Blondy wybiegł z pokoju jak oparzony.
 ~*~
 Vanessa otworzyła szeroko oczy patrząc z rosnącym przerażeniem na godzinę w komórce. Sprintem podbiegła pod białe drzwi łazienki jej siostry i wydarła się:
- Astrid! Masz natychmiast wychodzić! Zaraz mamy autobus! 
- Och, zamknij się krzykaczu! Muszę jeszcze poprawić makijaż. A autobusem się nie przejmuj. Najwyżej wykradniemy nasze autko i zdążymy jeszcze pięć minut przed dzwonkiem!-zawołała siostra. 
- Chyba zapomniałaś, że ojciec zabrał nam kluczyki i oddał auto na przechowanie Nataliè! A wiesz za co? Gdy nie te twoje durne pomysły to byłoby w porządku! Rodzice nie zabraliby nam auta i nie musiałybyśmy tłuc się autobusem pełnym dzieciaków, którzy chyba nigdy nie poznali dezodorantu, ani pasty do zębów!- lamentowała Vanessa. Kończąc swoją tyrradę zaczerpnęła głęboko powietrza i już chciała coś dodać, gdy nagle drzwi łazienki otworzyły się z hukiem, o mało co nie uderzając jej w twarz, i wyszła z perfekcyjnym uśmiechem na ustach- Astrid.
- Nie musisz mi tego wypominać po raz setny!- warknęła do siostry i ruszyła do wyjścia.- Chodźmy.
 ~*~
 - Nie, nie... Tak też nie...Nie!-Nathan stał naprzeciw ogromnego lustra i co chwilę przymierzał na zmianę dwie koszule. Jednak była w czarno- żółtą kratkę, a druga w niebieskie poziome paski. Wzdychał raz po raz i nadal nie mógł się zdecydować którą powinien wybrać. W pewnym momencie zerknął na zegar naścienny i znów ciężko westchnął.
- W dzisiejszych czasach człowiek nie ma nawet czasu by się porządnie ubrać, a co dopiero iść do szkoły i pobierać tam te cudowne nauki. No cóż.... Widać, że fascynującą historię sztuki będę musiał sobie dziś odpuścić.- po tych słowach ponownie wrócił do rozstrzygania swojego dylematu. 
 ~*~
 - Tomson, ruszaj się, bo inaczej zapieprzasz do szkoły na piechotę!- ryknął Joe w stronę otwartego okna na trzecim piętrze i zaklaksonił po raz któryś tego ranka. Spoglądał nerwowo na zegarek w radiu samochodowym i wypalał przy tym już chyba trzeciego papierosa. Drugą ręką niecierpliwie bębnił w kierownicę. Tymczasem Tom tłumaczył swojej młodszej siostrze co ma zrobić pod jego nieobecność.
-... i pamiętaj Em, że zawsze trzeba przed wyjściem sparwdzić czy wszystko jest dokładnie pozamykane i zgaszone.Ze zzczególną uwagą sprawdź na kuchenkę, jasne? I nie zapomnij o drzwiach!- gdy dziewczynka skinęła posłusznie, Tom odetchnął z ulgą i chwyciwszy plecak, wybiegł z domu.
 ~*~
  -Lili, czy ty wiesz która godzina?
- Twoja ostatnia.- oznajmiła grobowym głosem wysoka brunetka, schodząc wolno po schodach z małym plecaczkiem na ramieniu. Jak zawsze nigdzie jej się nie spieszyło. Wolała zachować pewien dystans do życia, co do tej pory udawało jej się znakomicie. Milliam pokręciła z politowaniem głową i w milczeniu poszła po samochód. Lilith obserwowała  przez okno w kuchni, gdzie jadła śniadanie, jak przyjaciółka wsiada do swojego zmasakrowanego merca i próbuje zapalić. Dopiero za trzecim razem silnik raczył odpalić w towarzystwie nieprzyjemnego  zrzężenia. Obie w tym samym czasie odetchnęły z ulgą. 


wtorek, 2 czerwca 2015

Taki fajny Dzień Dziecka.

 Hejka!
Witam Was serdecznie po tzw. długim weekendzie i przez następnym długim weekendem. Jednak dziś chciałabym skupić się na wczorajszym wielkim świecie- Dniu Dziecka. Raz w roku obchodzimy swoje święto, a raczej ci co nie skończyli jeszcze osiemnastki, bo taka jest prawdopodobna granica. W tym pięknym dniu dostajemy prezenty, życzenia i każdy stara się być dla nas miłym. Jak dla mnie to Dzień Dziecka jest moim trzecim ulubionym świętem zaraz po Bożym Narodzeniu i Wielkanocy. 
Ogółem chciałabym opowiedzieć Wam o tym jak ja spędziłam wczorajszy dzień. Otóż nasza kochana rada pedagogiczna, która ja zawsze stara się być dla nas jak najlepszym wzorcem itp. ( ma  nadzieję, że sarkazm jest dobrze wyczuwalny) obmyśliła, żeby nas jeszcze bardziej uszczęśliwić- I. Marsz na orientacje. Zapewne w wyobraźni organizatorów tej imprezy wszystko wyglądało fantastycznie, ale --uwierzcie mi- nie było. Łaziliśmy po lesie dobre dwie godziny w chmarze komarów i innego brzydactwa ( nie lubię owadów) i , co chwila lejącym, deszczu. Ja, jako słabej kondycji osobnik, byłam po prostu wykończona tym wszystkim, ale mimo to parłam dalej przed siebie. Jeśli miałabym ocenić to całe zamieszanie w skali 1-10 to dałabym.... 3,5/10- a chciałam być jak najdelikatniejsza w ocenie. 
No cóż... jednak jako rekompensatę za tą całą masakrę poszliśmy znów do szkoły na pizzę, którą mieli dowieźć na określoną godzinę. Wszystko odbyło się w dość miłej atmosferze, więc nie będę już zbytnio narzekać. 
Jeśli ktoś to czyta, to niech w komentarzu opowie jak sam spędził Dzień Dziecka.
Lony <3

wtorek, 26 maja 2015

Chyba należy się przywitać...

Hej.
Jestem Lonelyness, mam lat 16 ( i pół) i właśnie siedzisz (tracąc czas) na moim blogu. Nie ma on jakiejś szczególnej tematyki. Raz mogę dodać jakieś opowiadanie, raz jakiś wpis dotyczący mnie lub kogoś innego. Już na samym początku dodam, że:
- jestem niesystematyczna
- robię wiele błędów, gdy piszę, więc nie zwracaj zbytniej uwagi na to... ;)
Nie mam zbyt wielu zainteresowań poza kulturą wschodnią i gastronomią ( uwielbiam pichcić ;D).
Wiem, że trochę przynudzam, czy coś, ale to mój pierwszy (samodzielny) blog i nie za bardzo wiem jak zacząć, więc wybacz. Tak szczerze to nie wiem dlaczego zwracam się do Ciebie/Was  w liczbie drugiej, ale jakoś ( powtarzam się, wiem) inaczej nie potrafię- za to też soreczka... Na marginesie- ma sporą skłonność do przepraszania za wiele rzeczy.
Czy nazwałaby siebie wrażliwą? Nooo... chyba tak ze względu na to, że bardzo łatwo doprowadzić mnie do wzruszenia lub ujmującego smutku.
No, cóż... to by było chyba na tyle, więc dziękuję bardzo za te krótkie odwiedziny i zapraszam do dalszego czytania ( i komentowania ^^) mojego bloga~!