Wybaczcie mi proszę, że nie napisałam nic w zeszłym tygodniu, ale powstały pewne drobne komplikacje i nie dałam rady. Jednak już jestem i postanowiłam wstawić pierwszy rozdział pewnego opowiadania, które piszę już od jakiegoś czasu i czuję, że muszę je opublikować. Z góry uprzedzam, że nie jest to jakiś fenomen czy też arcydzieło, ale powinno wyjść jakoś tak ,,jadalnie".
Jeszcze w kilku zdaniach streszczę Wam fabułę, bo po pierwszym rozdziale będzie dość trudno się zorientować o co chodzi, bo tak naprawdę to będzie coś na podstawie jakby takiego przedstawienia postaci i krótkiego rozpoczęcia tej opowieści.
Poznajemy właśnie... raz, dwa, trzy, cztery... no, piętnastu bohaterów + sześć pobocznych. Są to nastolatkowie, którzy uczęszczają do tego samego liceum w... jeszcze nie wiem jakie to będzie miasto, ale pracuję nad tym. Ogółem postacie nie będą miały ze sobą nic wspólnego, lecz razem z rozwijającą się historią ich losy, w dość specyficzny sposób, się przeplotą. No, powstaną nowe przyjaźnie, stare się rozpadną, jakieś romanse, zdrady, zauroczenia i tego typu rzeczy. Wiem, że to może brzmieć jak jakaś kiepska historia miłosna, ale moim zdaniem tak nie jest. Będzie tam... uwaga, uwaga!... szczypta magii! Będą jakieś istoty nadnaturalne, umiejętności o których nasi poszczególni bohaterowie dowiedzą się po pewnym czasie i oczywiście walka ze złem czy czymś tam... Jak już zdążyłam wspomnieć całość jest jeszcze w fazie ,,beta" i panuje tam ogólny chaos.
Nie wiem czy Wam się to spodoba, było by miło, gdy był jakiś odzew w komentarzach, ale nie narzekam! Tak, więc zapraszam do lektury! ;)
Enyoj~!!!
_________________________________________________________________________________
Cholera, cholera.... A żeby to!- po całym piętrze kamienicy rozległa się "pieśń" pełna siarczystych przekleństw. Co niektórzy mieszkańcy, wychodzący akurat ze swoich cichych mieszkań, odwracali głowy w stronę niskiej blondynki siłującej się z zamkiem w drzwiach. Był to dość zabawny widok , ponieważ owa dziewczyna podskakiwała przy tej czynności gorączkowo spoglądając na zegarek. Wreszcie można było usłyszeć ciche, metaliczne "klik" i dziewczyna, ledwo wyjąwszy klucz z zamka pognała schodami w dół, cały czas przeklinając pod nosem.
~*~
Jerry Greenholm, znów spoglądając przez okno, ujrzał biegnącą, na złamanie karku, Susan Gravel. Miała na sobie czarną bluzkę, czarne spodnie, czarne baleriny i na głowie czerwoną opaskę, bo czarna niedawno jej się połamała. Do tego, białą, dużą torbę na ramieniu, która rytmicznie obijała jej się o zgrabne nogi. Chłopak westchnął i wziąwszy kluczyki do auta, wyszedł z domu.
~*~
- Panienko Emilly, proszę się obudzić.- odezwał się stanowczy głos tuż nad uchem rudowłosej dziewczyny o oliwkowej karnacji. Emilly jęknęła tylko i mocniej otuliła się kołdrą.
- Panienko!- obruszyła się kobieta.
- Idź sobie Beth! Nie mam ochoty nigdzie iść!-warknęła spod kołdry rudowłosa i ostatecznie odwróciła się do niej plecami. Bethany wzięła głęboki oddech i chwyciwszy mocno brzeg kołdry, szarpnęła zrzucając przy tym zaskoczoną dziewczynę. Ta zerwała się na równe nogi i wrzasnęła:
- Beth, jak mogłaś! Zostajesz natychmiastowo zwolniona!
- Wybacz mi panienko, ale tylko twój ojciec może mnie oddelegować.- odparła "grzecznie" Bethany.
- Wystarczy, że na ciebie poskarżę, a on natychmiast się zwolni!- powiedziała nonszalancko rudowłosa.- Radzę ci już pakować manatki, bo do wieczora cię już ty nie będzie.
- O tym zadecyduje pan Stage. Do tego czasu muszę wypełniać powierzone mi obowiązku, więc to JA radzę panience szykować się do szkoły. Za trzydzieści minut na parkingu. - powiedziawszy to, pokojówka odwróciła się na pięcie i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
- Pół godziny?!- zawołała Emilly.- Nawet nie zdążę wybrać co mam na siebie założyć!
Rozzłoszczona chwyciła swoją komórkę i napisała do Anny-Karin, że idzie jednak do szkoły. Następnie podeszła do lustra wiszącego na drzwiach i ostrożnie uniosła swoją rudą grzywkę. Wrzasnęła coś niezrozumiałego i z furią wymieszaną z dogłębną rozpaczą udała się do łazienki.
~*~
-Kew, zamorduję cię!- blondwłosa czternastolatka wpadła do pokoju brata groźnie wymachując rękami. W jednej trzymała szczotkę do włosów. Dopadła do wpółprzytomnego brata i wskoczyła mu na brzuch, wymachując mu ową szczotką tuż przed twarzą.
- Au! Tiff, Tiff! Przestań! Uspokój się do jasnej...- zawołał Kevin próbując zrzucić młodszą siostrę z siebie. Jednak tak doświadczona w starciach siostrzano-braterskich nie dała się tak łatwo. Mimo najszczerszych chęci została pokonana. Mocno obrażona rzuciła jakieś niecenzurowane słowo i wyszła. Kevin już miał ponownie powalić się na posłanie, gdy jego wzrok zahaczył o budzik stojący na szafce nocnej. Cholera! Blondy wybiegł z pokoju jak oparzony.
~*~
Vanessa otworzyła szeroko oczy patrząc z rosnącym przerażeniem na godzinę w komórce. Sprintem podbiegła pod białe drzwi łazienki jej siostry i wydarła się:
- Astrid! Masz natychmiast wychodzić! Zaraz mamy autobus!
- Och, zamknij się krzykaczu! Muszę jeszcze poprawić makijaż. A autobusem się nie przejmuj. Najwyżej wykradniemy nasze autko i zdążymy jeszcze pięć minut przed dzwonkiem!-zawołała siostra.
- Chyba zapomniałaś, że ojciec zabrał nam kluczyki i oddał auto na przechowanie Nataliè! A wiesz za co? Gdy nie te twoje durne pomysły to byłoby w porządku! Rodzice nie zabraliby nam auta i nie musiałybyśmy tłuc się autobusem pełnym dzieciaków, którzy chyba nigdy nie poznali dezodorantu, ani pasty do zębów!- lamentowała Vanessa. Kończąc swoją tyrradę zaczerpnęła głęboko powietrza i już chciała coś dodać, gdy nagle drzwi łazienki otworzyły się z hukiem, o mało co nie uderzając jej w twarz, i wyszła z perfekcyjnym uśmiechem na ustach- Astrid.
- Nie musisz mi tego wypominać po raz setny!- warknęła do siostry i ruszyła do wyjścia.- Chodźmy.
~*~
- Nie, nie... Tak też nie...Nie!-Nathan stał naprzeciw ogromnego lustra i co chwilę przymierzał na zmianę dwie koszule. Jednak była w czarno- żółtą kratkę, a druga w niebieskie poziome paski. Wzdychał raz po raz i nadal nie mógł się zdecydować którą powinien wybrać. W pewnym momencie zerknął na zegar naścienny i znów ciężko westchnął.
- W dzisiejszych czasach człowiek nie ma nawet czasu by się porządnie ubrać, a co dopiero iść do szkoły i pobierać tam te cudowne nauki. No cóż.... Widać, że fascynującą historię sztuki będę musiał sobie dziś odpuścić.- po tych słowach ponownie wrócił do rozstrzygania swojego dylematu.
~*~
- Tomson, ruszaj się, bo inaczej zapieprzasz do szkoły na piechotę!- ryknął Joe w stronę otwartego okna na trzecim piętrze i zaklaksonił po raz któryś tego ranka. Spoglądał nerwowo na zegarek w radiu samochodowym i wypalał przy tym już chyba trzeciego papierosa. Drugą ręką niecierpliwie bębnił w kierownicę. Tymczasem Tom tłumaczył swojej młodszej siostrze co ma zrobić pod jego nieobecność.
-... i pamiętaj Em, że zawsze trzeba przed wyjściem sparwdzić czy wszystko jest dokładnie pozamykane i zgaszone.Ze zzczególną uwagą sprawdź na kuchenkę, jasne? I nie zapomnij o drzwiach!- gdy dziewczynka skinęła posłusznie, Tom odetchnął z ulgą i chwyciwszy plecak, wybiegł z domu.
~*~
-Lili, czy ty wiesz która godzina?
- Twoja ostatnia.- oznajmiła grobowym głosem wysoka brunetka, schodząc wolno po schodach z małym plecaczkiem na ramieniu. Jak zawsze nigdzie jej się nie spieszyło. Wolała zachować pewien dystans do życia, co do tej pory udawało jej się znakomicie. Milliam pokręciła z politowaniem głową i w milczeniu poszła po samochód. Lilith obserwowała przez okno w kuchni, gdzie jadła śniadanie, jak przyjaciółka wsiada do swojego zmasakrowanego merca i próbuje zapalić. Dopiero za trzecim razem silnik raczył odpalić w towarzystwie nieprzyjemnego zrzężenia. Obie w tym samym czasie odetchnęły z ulgą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz